alek-ewa
  Peru - Machu Picchu
 


Peru


    Machu Picchu

Najwieksza atrakcja Peru sa niewatpliwie ruiny inkaskiego miasta Machu Picchu, zbudowanego w polowie XV-go wieku, opuszczonego 100 lat pozniej, a odkrytego na nowo dla swiata na poczatku XX-go stulecia



Odwiedzenie ich mielismy oczywiscie w planie wycieczki, ale czesc naszej grupy poszla tam na piechote z Ollantaytambo po tzw. Inka Trail, a my ze wzgledu na problemy wieku dojrzalego, zdecydowalismy sie na jazde pociagiem, ktorego trasa wiodla z Poroy - malego miasteczka w poblizu Cusco, az do Aguas Calientes



Jazda ta, sama w sobie miala byc wielka atrakcja, a patrzac na zebranie obslugi pociagu przed odjazdem, jeszcze bardziej poczulismy powage tego przedsiewziecia



Wkrotce tez zajelismy swoje miejsca w bardzo zreszta wygodnym przedziale



I po chwili ruszylismy w droge powoli opuszczajac za soba cywilizacje



Cala podroz miala byc bardzo widowiskowa i prowadzic glebokimi dolinami, wiec pociag nasz wyposazony byl rowniez w okna w dachu, ktore pozwalaly podziwiac otaczajaca nas piekna scenerie



Po dotarciu do rzeki Urubamba przekroczylismy ja i dalsza czesc naszej drogi wiodla wzdluz jej brzegow



A okoliczne gory robily sie coraz bardziej strome i skaliste



Gdzies na horyzoncie wypatrzylismy nawet szczyty gorskie pokryte sniegiem



  Z ktorych najwyzszym masywem byla Mt. Veronika siegajaca 5893 metrow wysokosci



Z kolei po drugiej stronie na dole, Urubamba River robila sie coraz bardziej rwaca, w czym nie bylo nic dziwnego, poniewaz Aguas Calientes dokad zmierzalismy, polozone jest ponad 1000 metrow nizej niz Cusco



  W czasie naszej podrozy minelismy kilka osad farmerskich otoczonych zielonymi polami



A gdzies tam po drugiej stronie rzeki udalo sie nam wypatrzec sciezki nalezace do tego oslawionego Inca Trials



Jak i rowniez stare inkaskie ruiny otoczone zaopuszczonymi juz tarasami



W koncu po kilku godzinach spektakularnej jazdy dotarlismy do Aguas Calientes, ktore rowniez zwane jest Machu Picchu Town



I wcisniete jest gleboko miedzy gorami nad rzeka Urubamba i jej doplywem rowniez zwanym Aguas Calientes



Nasz hotel polozony byl wlasnie w gorze tej rzeczki, przy malym parku znajdujacym sie nad nia



Spory kawalek drogi, ale jako ze mielismy przy sobie jedynie podreczny bagaz, wiec dziarskim krokiem ruszylismy pod gore



I wkrotce dotarlismy na miejsce, a poniewaz zostalo nam sporo czasu, wiec mimo ze nasza grupa miala zorganizowana wycieczke do Machu Picchu nastepnego dnia, postanowilismy udac sie tam jeszcze tego samego popoludnia



  Z miasteczka do slynnych ruin prowadzila stroma i kreta droga, ktora trzeba bylo pokonac autobusem



Mozna tez bylo wspiac sie tam po schodach, ale patrzac na stromosc tego podejscia zdecydowalismy sie na rozsadniejszy, choc miejscami nie wygladajacy najbezpieczniej srodek transportu



Z okien autobusu moglismy tez po raz pierwszy ujrzec zarysy tych oslawionych na caly swiat ruin



Wejscie na teren Machu Picchu znajdowalo sie troche z boku, na wprost ogromnych tarasow rolniczych



A po podejsciu blizej ukazaly sie nam pierwsze ruiny a takze gorujacy nad tym miejscem charakterystyczny szczyt Huayna Picchu



Reszta miasta zaslonieta jednak byla kamienna sciana wzmacniajaca tarasy oraz kilkoma odrestaurowanymi domami



Dopiero podchodzac troche dalej, naszym oczom ukazala sie cala panorama miasta lezacego u stop Huayna Picchu


Na dole zas widoczna byla droga ktora mozolnie podchodzilismy pod gore a takze ta ktora nie mniej mozolnie wspinal sie nasz autobus



A jeszcze nizej wyraznie rysowala sie jej poczatkowa czesc wiodaca nad brzegiem rzeki Urubamba



Do centrum Machu Picchu mozna bylo dojsc wzdluz tarasow, ale my postanowilismy wdrapac sie jeszcze wyzej



Az dobrnelismy do jednej z kamiennych chat



Dopiero stamtad miasto ukazalo sie nam w calej swojej okazalosci



A widok ten byl tak niesamowity, ze obfotografowywalismy to miejsce ze wszystkich stron



A takze okoliczne gory, ktore wlasnie przybraly dosc grozny wyglad i cos tam w nich pomrukiwalo od czasu do czasu



Nie zwazajac jednak na grozbe burzy wspinalismy sie coraz wyzej



Docierajac do kolejnej i chyba najwyzej polozonej chaty, stojacej na strazy miasta



Z tego punktu widoczna byla cala okolica lacznie z plynaca dolem rzeka



Ktora wielkim lukiem okrazala Huayna Picchu i ukazywala sie po drugiej stronie gory



A to jeszcze wyzej polozony punkt, z ktorego oprocz miasta widac bylo rowniez wysokie tarasy wybudowane na jego stromszej czesci



Tam tez uwierzylismy, ze zdjecia Machu Picchu z lamami pasacymi sie na zielonych tarasach usytuowanych nad przepasciami to nie fotomontaz, ale prawdziwy obrazek jaki mozna tam zastac



Szkoda tylko, ze obrazek nadciagajacej burzy ostudzil nasze zamiary podejscia dalej na koncowke Inca Trial



Co prawda podeszlismy jeszcze troche dalej



A nawet rzucilismy okiem na sciezke wiodaca wglab lasu



  Ale nie bedac pewni jak rozwinie sie sytuacja z pogoda, wkrotce zaczelismy spuszczac sie na dol w strone glownego wejscia



A to co mozna bylo zobaczyc w samym miescie i tak przekraczalo nasze mozliwosci czasowe



Ruszylismy wiec na dol zwawym krokiem



Choc i tak nie odmowilismy sobie jeszcze kilku fotograficznych przystankow



Gdyz im nizej schodzilismy tym wyrazniejsze i ciekawsze stawaly sie poszczegolne budynki miasta



W koncu dotarlismy do pieknie zachowanej bramy miejskiej



I wkrotce znalezlismy sie na glownej ulicy



Patrzac wstecz moglismy z tego miejsca podziwiac samotny domek straznicy, misternie wykonane tarasy, ktorymi przed chwila schodzilismy, oraz szczyt gory Machu Picchu, od ktorego pochodzila nazwa miasta



Natomiast wiekszosc miasta ciagle byla jeszcze spory kawalek pod nami



Ruszylismy wiec dalej pomiedzy czesciowo zachowanymi domami



Ktore tak jak tarasy schodzily stopniowo w dol



Do glownego placu, ktory teraz porosniety byl soczysta trawa



My skierowalismy sie jednak najpierw do glownej swiatyni widocznej kilkanascie metrow ponizej



Powstala ona przy Swietym Placu i nazwana zostala Temple of the Three Windows, i wlasnie przez te trzy okna wpadaly do jej wnetrza pierwsze promienie slonca podczas zimowego przesilenia - winter solstice


Z Sacred Plaza czekalo nas jeszcze jedno podejscie pod gore na miejsce zwane Intihuatana, bedace najwyzej polozonym punktem miasta



Bylo ono takze czyms w rodzaju obserwatorium astronomicznego, ale o tym jeszcze wtedy nie wiedzielismy



Z gory widoczny byly dwie chaty, ktore stanowily jakby koniec miasta



Natomiast patrzac w strone przepasci mozna bylo zauwazyc, ze nawet te
najgorsze i najstromsze nieuzytki zamienione zostaly w rolnicze tarasy




Spadajace az do rzeki, na ktorej widoczny jest most kolejowy, ale wykonany juz w nowozytnych czasach



Idac dalej zostawilismy za soba gorna czesc Machu Picchu



I zeszlismy na najbardziej plaskie tarasy przy centralnym placu



Natrafiajac tam na wielka Swieta Skale wymodelowana w ksztalcie gory, ktora uzywana byla najprawdopodobniej jako oltarz do czczenia inkaskich bogow Gor, Wody i Plodnosci



Bardzo zblizylismy sie rowniez do Huayna Picchu ograniczajacej miasto od zachodu



Gora ta rowniez zostala zagospodarowana przez Inkow, ale wyjscie na nia jest bardzo strome i dosc niebezpieczne, wiec moze tam isc tylko ograniczona ilosc osob



Bilety wstepu trzeba zamawiac kilka miesiecy wczesniej i dopiero z nimi mozna przekroczyc ta bramke



Poniewaz my ich nie mielismy, wiec wrocilismy z powrotem do centrum miasta i tym razem nasza marszruta prowadzila dolna jego czescia



Czesto zaglebialismy sie pomiedzy sciany starych domostw, z ktorych jedne mialy dosc duze pomieszczenia



Ale w niektorych mozna bylo dostac klaustrofobii



Po bladzeniu jeszcze jakis czas pomiedzy inkaskimi budowlami, nadszedl czas aby ruszyc w droge powrotna



Tym razem wspielismy sie na gore po zewnetrznej stronie murow



  A przy okazji otworzyl sie nam piekny widok na najrozleglejsze tarasy, lezace juz poza czescia mieszkalna



Ruszylismy wiec wzdluz nich w strone wyjscia



Zatrzymujac sie od czasu do czasu, aby spogladnac jeszcze raz na piekna scenerie otaczajaca to miejsce



I niesamowity obraz jaki zostawialismy za soba



I jeszcze jedna chwila na kontemplacje tych wszystkich wspanialosci



  A przed nami zostala ostatnia atrakcja w postaci wielkich spichlerzy



W ktorych przechowywano wyhodowane na tarasach produkty



I ktore sa w ciaglej renowacji



No a potem ostatni rzut oka na ta niesamowita gore Huayna Picchu



I autobus zwiozl nas do miastaczka, ktorego rynek az tetnil turystycznym ruchem



Na swoj wieczorny posilek wybralismy ta stylowa resteauracje



A nastepne swoje kroki skierowalismy w strone naszej ulicy



Ktora popedzilismy szybko w gore, jako ze mielismy w planie jeszcze jeden wypad



Dowiedzielismy sie bowiem, ze w gornej czesci naszej rzeczki znajduja sie gorace zrodla, od ktorych zreszta zarowno ona jak i miasteczko otrzymaly swoja nazwe, jako ze Aguas Calientes znaczy wlasnie goraca woda



Po tej naszej kolejnej wspinaczce dotarlismy do miejskich basenow, ktorych woda pochodzila z tych zrodel



I zazylismy relaksujacej kapieli, ktora koila nasze ciala po trudach calodziennej gonitwy



Nastepnego dnia wczesnie rano opuscilismy nasz hotel



I wkrotce znowu znalezlismy sie przed brama do Machu Picchu, gdzie musielismy czekac na przybycie naszej grupy z inkaskich sciezek



W koncu do nas dotarli i juz wspolnie weszlismy na teren parku, znanego nam juz z poprzedniego dnia



W zwiazku z tym widok ten tez nie byl dla nas nowoscia, ale i tak ciagle sprawial niesamowite wrazenie



Tym razem juz sie nie wspinalismy w gore, poniewaz nasza mlodziez byla tak wymeczona, ze nie mieli ochoty juz wiecej zdobywac zadnych szczytow



Przesiedzielismy wiec sporo czasu sluchajac opowiesci przewodnika i obserwujac lokalnych turystow, ktorzy w swoich wielobrwnych tradycyjnych strojach wyraznie odbijali sie na tle szarych murow



Potem mielismy jeszcze troche wolnego czasu, wiec ruszylismy znowu na znane nam szlaki



I po przekroczeniu Swietego Placu stromymi schodami, podazylismy w strone najwyzszego wzgorza



Tym razem jednak juz wiedzielismy, ze ulokowany na jego srodku kamien nazywal sie wlasnie Intihuatana i wedlug indianskich wierzen utrzymywal slonce na jego orbicie, a byl tak ustawiony, ze podczas przesilenie letniego rzucal najdluzszy cien po stronie poludniowej, a podczas przesilenia zimowego duzo krotszy po stronie polnocnej, natomiast 11 listopada i 30 stycznia nie rzucal cienia "at all " czyli wcale



Tuz pod wzgorzem na ktorym stal otwierala sie kilkusetmetrowa przepasc



A z drugiej strony szeroki plac centralny



Na ktory zreszta wkrotce zeszlismy



Zeby jeszcze raz przespacerowac sie miedzy sredniowiecznymi budowlami



Wsrod ktorych tym razem wytropilismy jedna z glownych swiatyn Machu Picchu, Swiatynie Slonca



Byla to najwspanialsza budowla w miescie i jedyna posiadajaca okragla sciany



Mozna bylo wejsc do kilku pomieszczen swiatyni



Ktorych kunszt wykonania nie mial sobie rownych w calym Machu Picchu



Natomiast pod swiatynia znalezlismy krolewski grobowiec, a schody w nim wybudowane przedstawialy trzy stopnie egzystencji:  przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc



Mielismy rowniez szczescie wypatrzec charakterystyczne dla tych terenow zwierzatko viscacha, ktore przypomina krolika z wiewiorczym ogonem i podobno jest bardzo ciezkie do wytropienia



Potem znowu wspielismy sie troche pod gore



Zeby jeszcze raz rzucic z bliska okiem na glowny plac



I czesc miasta poswiecona ceremonialnym obiektom



No a wkrotce potem znalezlismy sie znowu przy glownej bramie



Tym razem jednak opuszczalismy juz miasto na stale


Jeszcze tylko podskoczylismy pare tarasow do gory



Aby po raz ostatni popatrzyc na ten jeden z siedmiu cudow swiata



Ciagle nie mogac sie nadziwic jak mozna bylo zbudowac takie miasto na szcycie gory  z trzech stron otoczonej przepasciami



No a potem, tak jak poprzedniego dnia, ruszylismy wzdluz tarasow w strone spichlerzy



Ktore z dnia na dzien wygladaja lepiej dzieki zmudnym pracom restauracyjnym ciagle przy nich trwajacych



A to juz pozegnalny rzut oka na ten wspanialy obiekt



I wkrotce znowu zameldowalismy sie w Aguas Calientes



Na malym i uroczym rynku przywital nas dawny wladca Inkow Pachacutec



  A tuz obok stal niewielki kosciol nalezacy juz do bardziej nowozytnych czasow



  Dosc skromny w swojej budowie, ale za to bardzo cieply i przyjemny w wewnetrznym wystroju



Na dluzsze zatrzymywanie tam nie bylo juz jednak czasu, wiec popedzilismy po raz ostatni do naszego hotelu



Robiac przy okazji male zakupy w jednym z malych sklepikow, ktorych bylo sporo po drodze



No a po wymeldowaniu sie ruszylismy z powrotem na dol, tym razem jednak wzdluz rzeki



I wkrotce znalezlismy sie na dworcu



Na ktorym juz czekal na nas peruwianski Pendolino



Ostatnia czesc drogi musielismy jednak pokonac samochodem, dzieki zreszta czemu bylismy w stanie zatrzymac sie na jednym z ladniejszych miejsc widokowych



Z ktorego znowu udalo sie nam wypatrzec ten dostojny osniezony szczyt Mt. Veronica



Zaden jednak widok nie mogl dorownac temu przepieknemu obrazkowi jaki zostawilismy za soba, ktory stworzony zostal reka ludzka w niesamowitej gorskiej scenerii 

 
 
  Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (61 wejścia) tutaj!  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Alek i Ewa